• slide image
  • slide image
  • slide image

Back To The Future (1985) – Movie #75

Re-Watch   

(Source: cinefamily)

Joe (2013)

(Source: andreii-tarkovsky)

Joe (2013) – Movie #74

Poza klatką, małe wielkie kino czyli słów kilka o Joe

MA

Joe, kim jest Joe? Czym jest Joe? David Gordon Green i jego nowy film, to historia z wielką opowieścią w tle, i jeszcze większą poza samym filmem w sobie. Film, który nie tylko łączy życie z filmem, ale film o którym można by zrobić film. Z dwóch powodów a są nimi Nicolas Cage i Gary Poulter.

Obaj to wielcy wygrani i przegrani życia, z wieloma upadkami i wzlotami. Obaj warci są własnej filmowej opowieści. Skupmy się jednak w pierwszej kolejności na tym pierwszym z dwojga. Sprawiedliwie trzeba przyznać, iż kariera jaką obrał Cage, jest drogą bardzo nierówną, potrafi on stworzyć fenomenalną kreację, zagrać w wybitnej lub udanej produkcji, by następnie popaść w jakąś głęboką przepaść produkcji totalnie beznadziejnych, i to takich jakich wręcz żal oglądać, gdyż ich poziom jest tak słaby, iż zupełnie nielogicznym wydaje się udział tego aktora w takim filmie. Dość długo też kazał nam czekać na coś więcej niż dobrą, czy bardzo dobrą rolę w swoim wykonaniu. Joe to powrót do czasów świetności, do czasów kiedy odbierał Oscara za Leaving Las Vegas, czy nominacji za Adaptation. Oczywiśćie między tymi filmami można wyrwać i takie warte tej szczególnej uwagi jak Lord of War, Matchstick Men plus parę pozycji dla niektórych być może widzów mających szczególne znaczenie jak The Family Man, The Rock czy City of Angels. W Joe Nicolas Cage jest kimś więcej niż aktorem potwierdzającym swoją renomę, wychodzącym z cienia mocnej krytyki, na jaką poniekąd sobie zapracował niektórymi nietrafionymi pozycjami czy wyborami. W Joe przestaje on być sobą, a staje się swoim charakterem, którego tak znakomicie odgrywa. Być może to dobry moment by skupić się na pozycjach bardziej niezależnych, zamiast chwytać każdej roli jaka może przynieść mu jakąkolwiek finansową korzyść. Pozostaje wierzyć, iż ten film to nawrót jego kariery na dobrą ścieżkę, zmartwychwstanie wręcz po dość długim i smutnym okresie dość przeciętnych jeśli nie słabych czy wręcz żenujących pozycji jak Ghost Rider 2.

MA

Joe to jednak nie tylko film w jakim ponownie zabłysnął na ekranie Cage. To też wyjątkowa historia drugiego z wyżej wymienionych panów, a jest nim oczywiście Gary Poulter. Kto nie widział jeszcze Joe może nawet powinien w tym momencie zaprzestać tej lektury i powrócić do recenzji filmu po jego obejrzeniu. Historia jaka kryje się za tym panem to wręcz idealny materiał na film. Gary Poulter to człowiek, który nie jest aktorem, nigdy nie był aktorem, aktorem w mniemaniu fachu, szkoły, ale jak widać po tym co zaprezentował w tym filmie, zawsze był aktorem w mniemaniu talentu, serca, jego charyzma przyciąga jak przyciągał swoją kreacją w Leonie Gary Oldman. Większym jednak zaskoczeniem było kiedy przeczytałem, iż Gary Poulter to bezdomny, który od zawsze chciał być aktorem, ale ze względu na chorobę dwubiegunową, problemy z piciem, życie spędził na ulicy, jako uliczny performer. Zauważony przez reżysera, dostał szansę jaką oglądamy z reguły tylko na filmach. Dostał angaż nie tylko głównej roli czarnego charakteru, ale również szanse zagrania z Oscarowym zwycięzcą u swego boku. Nie dość, że moim zdaniem dorównał kroku całej ekipie, obsadzie, to wręcz wyszedł przed szereg i jak najbardziej zasłużył sobie na Oscarową Nominację. Niestety nigdy nie będzie miał szansy się o tym dowiedzieć jak wypadł, nawet nie udało mu się obejrzeć filmu w którym zagrał. Dwa miesiące po ukończeniu zdjęć, został znaleziony martwy. Przyczyna nie jest do końca znana, prawdopodobnie jednak powiązana z jego życiem, stylem życia, problemem z piciem, pijaństwem lub innym nieszczęściem. Los poklepał go po ramieniu, dając w wieku 53 lat ostatnią szansę, którą wykorzystał, gdzieś jednak nie było mu pisane takie życie.

Aktorsko uwagę należy zwrócić jeszcze na jednego Pana, który dopiero co wchodzi w dorosłe życie, ale już zaprezentował się chociażby w Mud z jak najlepszej strony. Tye Sheridan to młody obiecujący talent, który też bardzo uważnie dobiera swoje role. Wobec czego z wielką przyjemnością jest ponownie widzieć go na ekranie, i z jeszcze większą chęcią wyczekuje się na kolejny film, który być może wybije ten skromny ukryty jeszcze talent na pierwsze strony filmowego świata.  Z kolei sam twórca Joe, David Gordon Green tym filmem powraca oczywiście do swoich najlepszych dni i wcześniejszych bardzo udanych i cenionych pozycji. Reżyser, który też popełnił mniejsze lub większe filmowe przewinienia, w dwustu procentach rehabilituje się tą pozycją. Dodając do całości wyśmienite zdjęcia i klimat otrzymujemy kino naprawdę ponad przeciętne, wyjątkowe, i warte uwagi.

MA

Joe jest też z nurtu kina mocno niedocenionego, jak Mud, czy Out of the Furnance, małego kina z wielkimi nazwiskami. Kina które odkrywa prawdziwą przeciętną Amerykę, które urzeka swoją naturalnością, które też jest srogie i brutalne, ale daje czystą satysfakcję, oraz emocje o jakich możemy zapomnieć w tych wszelkich wielkich blockbusterowych pozycjach. Joe, który jest adaptacją noweli Larry’ego Browna, może nie wydawać się niczym świeżym. Wnosi jednak ową świeżość tak do kina tak jak to uczynił Out of The Furnace. Pozycje mocno skupiające się na przemocy, brutalności otaczającego nas świata i życia, wszelkich jego szarości. A w największej szczególności doznajemy tego uczucia wyborów, oraz konsekwencji jakie za każdym z naszych, lub ludzkich wyborów stoją.

Mocno wierzę, iż Joe dołączy do nurty klasyki, i obok wspomnianego Out of The Furnance czy Mud, będzie tą pozycją do której po latach z wielką przyjemnością, miłością i szacunkiem będzie się powracać. Nie będzie to wielki box office, film nie zarobi wielkich pieniędzy w kinach, przejdzie prawdopodobnie dla wielu niezauważony. Potrafi jednak poruszyć dogłębnie, a jego poezja nie tylko w końcówce ale przeplatana przez cały swój ekranowy czas stawia ten film w czołówce nie tylko zeszłego roku, ale i pozycji jakie koniecznie należy obejrzeć, i o których nie da się tak po prostu zapomnieć.

thisfilmnotyetrated:

Just watched: Joe (2013)

Joe: “I don’t know who I am. But I know what keeps me alive is restraint.”

Happy Easter to Everyone :)

Image ➡ Photo manipulation by Chris WEYER courts-métrages… 

epicscenesincinema:

THE PASSION OF THE CHRIST
Unforgettable
This is the one movie that will embed into the deepest recesses of your mind. To watch it and not feel pity or disgusted is simply a lack of a soul.